Seria publikowana również na wattpadzie pod tą samą nazwą, na koncie @poruta.
Link: https://www.wattpad.com/574220868-to-tylko-szlaban-━━-george-weasley-fan-fiction
— ,,Poszukuję osoby, która chciałaby..." Nie, nie i jeszcze raz nie. — Głowa Gryfonki wylądowała na poduszce, wśród westchnięć jej rówieśniczek, które od paru godzin obserwowały jej zmagania z napisaniem krótkiej prośby o pomoc.
— Wendy, może ja jednak ci pomogę? — zaoferowała Alicja, jednak Wendy tylko uniosła głowę znad pościeli i jęknęła w akcie sprzeciwu. Zwykle mówiła wiele, na różne tematy i płynnie przez nie przechodziła. Chyba, że jej rozmówcą był George Weasley, bądź miała napisać nawet nakrótszą wiadomość do kogokolwiek. A co dopiero takie ogłoszenie, do tego z prośbą o pomoc w czymś tak banalnym jak numerologia, które mogą zobaczyć wszyscy Gryfoni. Och, jak ona się denerwowała. Wszyscy oznaczało bowiem, że każdy z Weasley'ów, co za tym idzie bliźniacy również.
— Daj spokój, Alicja. To nie ty szukasz korepetytora, tylko ja. — Chwyciła kolejną kartkę, zacinając się przy tym. Syknęła z bólu, zmieniła pozycję na siedzącą, a drugą dłonią sięgnęła po plastry. Zawsze trzymała je na szafce obok swojego łóżka.
— Nadal jesteś pokłócona z George'm, prawda? — Pytanie Riny kompletnie wybiło dziewczynę z rytmu. Zastygła w bezruchu, z otwartym opakowaniem opatrunku na wysokości klatki piersiowej. Jakie to pytanie miało związek z tematem rozmowy? — Przyznaj się, cały czas o nim myślisz.
Spłonęła rumieńcem, a Spinnet i Devir wybuchnęły głośnym śmiechem. Odłożyła plastry na kołdrę lekko zmieszana. Z jednej strony nienawidziła siedemnastolatka tak mocno, a z drugiej była pewna, że gdyby zaczął z nią rozmowę, ugiełyby się pod nią nogi.
— Może kilka razy się zastanawiałam, co u niego, ale to chyba normalne. W końcu jest moim kolegą, co nie? — Sama nie wierzyła w swoje słowa. W dodatku zdziwiła się, że powiedziała to takim pewnym, spokojnym tonem. Czuła czystą hipokryzję płynącą w jej żyłach. George Weasley od dawna nie był tylko kolegą i wiedzieli to wszyscy, prócz samego chłopaka.
— Porozmawiaj z nim — zarządziła jedna z jej współlokatorek, głosem nie biorącym pod uwagę sprzeciwu.
Wendy zerknęła na nią zdziwiona, a po chwili na jej twarzy pojawił się grymas, podobny do tego, gdy po raz pierwszy usłyszała, że jej spóźnialstwo jest irytujące. Nigdy nie wybaczyła Hermionie Granger, za powiedzenie czegoś takiego. Mimo że wiedziała, iż jest to najprawdziwsza prawda i nie powinna nawet próbować zaprzeczać. Gryfońska duma odzywała się zawsze, gdy była w pobliżu przyjaciółki Harry'ego Pottera.
— Nie, dzięki. Nie mam zamiaru zaczynać rozmowy z kimś, kto wylał na mnie wiadro różowej farby. Zastanawiam się czy w ogóle sens ma trzymanie jakichkolwiek pozytywnych relacji z nim — odpowiedziała hardo, unosząc lekko do góry głowę.
Zacisnęła mocno palce na pościeli. Co ja właśnie powiedziałam? Wendy, dobrze wiesz, że właśnie wyrzekłaś się wszystkiego co do tej pory udało się zbudować! Prawda?; Myśli przebiegały przez jej głowę, jak oszalałe stado centaurów, a serce próbowało wyrwać się z piersi.
— To znaczy... Ja... — Przełknęła ślinę, próbując znaleźć sposób na odwołanie swoich słów. Nie, nie nie. George Weasley na sto procent nie zrobił niczego umyślnie.
Poczuła na sobie zmartwione, lekko zdziwione spojrzenia dziewcząt.
— Wszystko okej, Wendy? Zbladłaś. Dobrze się czujesz? Daj te kartki i się prześpij. My się z Angeliną wszystkim zajmiemy.
***
Zeszła po schodach do Pokoju Wspólnego. Atmosfera była miła, przyjazna i rodzinna, jeśli można to tak ująć. Kilku uczniów grało w Eksplodującego Durnia, jakieś dziewczyny z szóstego roku siedziały w kręgu na dywanie i rozmawiały o czymś, chichocząc co chwilę (Wendy miała wrażenie, że rozmowa obraca się wokół jej osoby, ale to zignorowała), a Lee Jordan, czyli wszystkim znany komentator meczów Quidditcha ożywiony rozmawiał z jakąś dziewczyną. Przyłapała go na krótkim przyglądaniu się jej drobnej posturze, ale zbył ją szerokim uśmiechem i wrócił do rozmowy z koleżanką.
Po zlustrowaniu salonu Gryfonów wzrokiem, ruszyła w stronę tablicy ogłoszeń, na której miała powiesić kartkę, którą na szczęście napisała za nią Rina. Była jej za to okropnie wdzięczna i cieszyła się, że mogła liczyć na przyjaciółkę.
Stanęła na palcach, by dosięgnąć szpilkę. Nie była niska jak na swój wiek, ale ktoś wyjątkowo nieuprzejmy musiał uprzykrzyć jej życie, wbijając pineskę tak wysoko. Obróciła kilkakrotnie przedmiot w rękach, upewniając się, że trzyma ją na tyle bezpiecznie, by nie wbiła się jej w palec. Co jak co, ale nie miała zamiaru wykorzystać kolejnych plastrów z szafki.
Przyłożyła do tablicy swoje ogłoszenie, napisane kaligraficznymi, kompletnie niepodobnymi do tych, które pisała ona, literami. Każda była idealnie kształtna, proporcjonalna i podobna do swojej poprzedniczki. Podziwiała zawsze sposób, w jaki Rina wykonywała chociażby eseje. Była przy tym perfekcyjna w każdym calu, zresztą jak zwykle. Wendy niejednokrotnie jej zazdrościła. Devir była osobą idealną od stóp do głów, a jedyną wadą, jaką mogła jej zarzucić Gryfonka była zbytnia nadopiekuńczość i emocjonalność z jaką pochodziła do nawet najmniejszych porażek.
Odpędziła od siebie niepotrzebne myśli za pomocą lekkiego potrząsnięcia głową i przypięła kartkę w widocznym miejscu, tak by wyróżniał się na tle innych informacji.
— Nie łatwiej byłoby po prostu zmienić przedmiot, Wendy? — Usłyszała głos tuż obok siebie i wydała zduszony lewą dłonią krzyk. Dopiero zdała sobie sprawę z obecności rudzielca. Przełknęła ślinę i odwróciła głowę w stronę Weasley'a.
— Nie... — Zawiesiła głos, myśląc nad imieniem rozmówcy. Szybko to pochwycił i odpowiedział jej na pytanie rozbawiony. Poczuła się dziwnie rozluźniona. — Nie, Fred. Nie jestem typem osoby, która idzie na łatwiznę. — Skrzyżowała ręce i przeniosła ciężar ciała na lewą nogę. — Gdzie zgubiłeś swojego, drogiego braciszka? — spytała ironicznie. Nie była pewna czy bardziej zdziwiła siebie czy Freda. Do niego nie czuła żalu o tą farbę. Tylko i wyłącznie do jego bliźniaka.
— Polazł gdzieś z Angeliną. Nie mam zamiaru im przeszkadzać w randce czy czymś tam. — Machnął lekceważąco ręką, ale gdy zauważył wyraz twarzy rówieśniczki roześmiał do tego stopnia, że musiał oprzeć się o ścianę. — Żartowałem. Śpi w dormitorium.
— Och. — Zaśmiała się nerwowo, dotykając karku. — Jasne, przecież mamy teraz tyle nauki i tak dalej.
— Ach, Wendy, Wendy. Żebyś tylko ty wiedziała, to co ja wiem. — Pokręcił głową i nie odpowiadając już na żadne jej pytanie, wspiął się po schodach do swojego pokoju.
Na początku trochę małych czepliwości.
Brakuje mi tutaj jakieś wyróżnienia tego słowa (zaznaczyłem na różowo), bo żeby zrozumieć to zdanie, czytałam je trzy razy. Mam tu na myśli cudzysłów lub kuryswę.
Poza tym były chyba ze dwie literówki.
Ale...
Bardzo podoba mi się styl, którym piszesz. Jest taki... podobny do mojego
Fajnie przedstawiasz główną bohaterkę. Ma ona zestaw cech, których się ściśle trzymasz. Ogółem mówiąc ładnie napisany rozdział.